7 października 2013

Drugie życie bluzki - kominy dla dzieci

 Dostałam kiedyś fajną bluzeczkę. Szara, długi rękaw, góra z tkaniny, dół z przyjemnej w dotyku dzianiny, ładne marszczenia. Kilka razy ją założyłam, ale coś w kroju nie było odpowiednie dla mojej figury i w końcu wylądowała na dnie szafy. Nie miałam serca by ją wyrzucić. W końcu nadszedł czas, by kreatywnie ją wykorzystać. W jedno popołudnie powstały mięciutkie kominy dla dzieci.

Tutaj wersja dziewczęca.

I zbliżenie na szczegóły. Górny szew ozdobny, rozciągliwy ;)


Dekoracyjne kwiatuszki.

 

 I zestaw z czapką, do której dorobiłam warkoczykowe wiązanie.


Tutaj już w użyciu. :) Na szyi szczęśliwej właścicielki.


I wersja chłopięca. Ciężko było nakłonić do zdjęcia, ale jak się dobrze przyjrzeć to widać małe autko na kominie.

2 października 2013

Woreczki sensoryczne / woreczki do ćwiczeń

 Okazało się kilka dni temu, że mój Starszak musi ćwiczyć stópki ze względu na płaskostopie. Ponieważ ćwiczenia muszą być także wykonywane w domu postanowiłam uszyć mu woreczki, które zachęcą go do tego. A że miałam jeszcze trochę materiału w autobusy, z którego powstał niedawno ochraniacz na pasy samochodu...

Uszyłam dwa małe woreczki.


Nagle nie wiadomo skąd znalazł się groszek. Usypał się w ładną kupeczkę, by zaprezentować swoje wdzięki.


Woreczki nie marnowały ani chwili i niemal natychmiast zaczęły się opychać groszkiem. Wciąż jadły i jadły.


Aż zostały tylko trzy maleńkie ziarenka. Lecz i tymi nie pogardziły autobusowe woreczki.


Zanim zaczęły zabierać się za inne produkty spożywcze w mojej kuchni, zaszyłam im otworki i na wszelki wypadek obstębnowałam dookoła.


Spodobały się Starszakowi - do ćwiczeń. Podobają się Maleńtasowi - woreczki sensoryczne. I spodobały się także innym...

30 września 2013

Pomysł pomysł goni

 Nadal nie w pełni zdrowa mam kłopoty ze snem. I tak co noc leżę i myślę. Myślę i leżę. I pomysłów twórczych całe mnóstwo przewija się przez moją głowę. Jedne realnie wykonalne. Inne zupełnie astrokosmiczne. Wszystkie kratywnie nowatorskie i absolutnie fascynujące.
Szkoda tylko, że przez te niedospane noce i nadal krążące w ciele wirusy, w ciągu dnia jestem totalnie nie do życia. I wcielanie pomysłów w życie odbywa się niezwykle powoli. Szczęśliwie udało mi się zakończyć jeden szalik drutowy i jeden takowy komin. Dokończyć zieloną spódnicę na maszynie. I lada chwila doszyją się dwie nowe poszewki dekoracyjne.
Jeszcze tylko sesja zdjęciowa je wszystkie czeka. Tylko jak tu robić ładne zdjęcia, gdy szaro, buro, ponuro.

26 września 2013

(Nie) tajne komplety

 Nadal chora. Tym razem głównie mnie męczy wirusisko. Mimo to nie dałam się położyć i dotarłam na pierwsze spotkanie warsztatów szyciowych, w których zamierzam brać czynny udział. Nauka szycia na maszynie od podstaw. No niby ja już jakieś tam podstawy opanowałam, ale wciąż jestem bardzo niepewna w szyciu. Wreszcie ktoś zerknie na moją szaloną twórczość fachowym okiem i skrytykuje co trzeba. Ponadto już z samej zapowiedzi "co nas czeka" wynika, że wiele będę mogła się nauczyć. Zamierzam to wykorzystać maksymalnie.

18 września 2013

Chorobowych opóźnień ciąg dalszy

 Nadal chorzy. Z gromadką w domu trudno znaleźć chwilkę choćby na szycie. Gdy jedno wstaje to drugie zasypia. Gdy drugie wstaje, to pierwsze chce jeść. Gdy drugie chce jeść, pierwsze marudzi żeby z nim poleżeć i coś poczytać. Nie jest lekko. Z niecierpliwością (jak już dawno nie) czekam na powroty Małżonka. Choć i to niewiele zmienia, bo po dniu poświęconym chorym Szkrabom, popołudnia spędzam na ogarnięciu mieszkania, żeby choć dało się przejść w miarę swobodnie z pomieszczenia do pomieszczenia i nie nadepnąć po drodze na jakąś minę. Oj jak zazdroszczę ludziskom, którzy mają warunki by dzieci miały swój/swoje pokoje.

 I tak to szyciowo leżę i kwiczę. Dzisiaj może jeśli się uda dotrę wreszcie do pasmanterii, bo zabrakło mi guuuuumy do spódniczek. Przy okazji zakupię sobie magiczną stopkę do wszywania zamków krytych (choć pewna byłam, że posiadam ja takowe ustrojstwo - myliłam się grubo) i kilka metrów koronki, by móc wznowić produkcję poszewek na poduszki. Zostało mi jeszcze trochę materiału w róże. Na tyle mało, że sukienki dla Królewny z tego nie uszyję. Na tyle dużo, by wyciąć kilka pasów i wraz z innymi tkaninami wyczarować ładne poszewki.

 Chwalę niebiosa, że na drutach da się robić wszędzie i zawsze. Tak, myślę, że nawet wanna, czy toaleta są miejscem, w którym na upartego dałoby radę. I nawet Szkrabulce chwilowo zajęte rozdziewiczaniem szuflad i szafek w pokoju nie mają nic przeciwko. Więc dziergam jesiennie i zimowo.


15 września 2013

Ochraniacz na pasy

 Z życiowej konieczności stworzyłam ostatnio pierwszy ochraniacz na pasy bezpieczeństwa do samochodu. Syn jest już na tyle dorosły, że zaczął jeździć w samochodzie na podkładce pod pupę. I choć wg przepisów już może, a wg swojej potrzeby bardzo bardzo chce, to jednak nie do końca radzi sobie ten duet z pasami. Wcinają się one mocno w szyję i o ile na krótkich dystansach jest to do przetrwania, o tyle nie wyobrażam sobie jak wyglądałaby jego szyja po kilku godzinach jazdy, a nie daj Boże po jakimś gwałtownym hamowaniu.
Złapałam kawałki resztkowych materiałów, trochę ociepliny i fragment rzepa i jest! Pierwszy ochraniacz na pasy. Na pewno nie będzie ostatnim, bo bardzo się nam podoba i miło będzie zmieniać go od czasu do czasu. W samochodzie weselej i pasy jakoś szybciej i łatwiej się zapinają ;)