Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomysły. Pokaż wszystkie posty

20 lipca 2015

Indianie kontra kowboje

 Odeszły już w zapomnienie pluszowe misie, pociągi Tomki, rysowanki, wyklejanki. Ba, nawet samochodziki i klocki Lego nie budzą ostatnio takich emocji. Syn mój pierworodny wszedł w etap zabaw p.t. wojna.
Matczyne serce boli, bo jednak po cichu miałam nadzieję, że ominie go czas krwawych bitew. Acz sama ze swojego dzieciństwa doskonale pamiętam zabawy w wojnę, strzelanie z łuku lub z procy, skradanie się za krzakami i takie tam.

W zaistniałej sytuacji Syn zażądał dnia pewnego:
- Mama uszyj mi taki worek na strzały i takie torby na pistolety.
Cóż było robić? Wzięłam stare jeansy przeznaczane do tej pory "na łaty", wytrząchnęłam skądś tam coś na kształt gotowego worka, wysiliłam umysł i oto są:






Ha! A wszystko markowe ;) (prawie...)



Dziecko zadowolone bardzo. Teraz czeka już tylko na obiecane tipi, które jest w trakcie szycia.

Przy okazji przetestowałam mojego kanciaka na okoliczność szycia jeansu. Założyłam specjalną igłę oraz nieco grubsze niż zazwyczaj nici. Test zdał na szóstkę z plusem. Szycie szło jak po maśle. Ręcznie musiałam go wspomagać jedynie w kilku newralgicznych miejscach, gdzie na raz trzeba było się przebić przez 8 warstw jeansu.


25 czerwca 2015

Krótkie spodenki dziewczęce

 Nie ukrywam, że bardzo mi się podobają te wszystkie spodenki typu baggy szyte z kolorowych, wzorzystych dresówek. Czasem jednak potrzeba odmiany. Niekiedy wypada wyglądać nieco bardziej oficjalnie ;)
 Moje dzieci nie przepadają za tym co eleganckie, bo zazwyczaj są to rzeczy sztywne, ciasne, mało wygodne i pozostawiające niewiele swobody (acz są oczywiście wyjątki), a dzieci ruszać się muszą przecież. Z tej to właśnie przyczyny postanowiłam na próbę uszyć spodenki i wygodne ale nie-dresowe. Takie, w których Córka będzie mogła pójść np. na czyjeś urodziny albo do kościoła i nie będę z nią musiała "walczyć" żeby je założyła.
 Przy okazji podjęłam udaną próbę kieszeniową i spodenki zyskały dwie praktyczne kieszenie wszywane w boczne szwy. Po fakcie mogę śmiało napisać, że nie taki diabeł straszny.

Próbna wersja wyszła całkiem nieźle. Połączenie cienkiej wełenki z bawełnianym ściągaczem to był pomysł, którego się trochę obawiałam, ale teraz mi się podoba. Muszę kupić sobie brązowy ściągacz, ale ten róż też wygląda fajnie i nadaje spodenkom dziewczęcości ;) Takie jest moje zdanie.
(Przepraszam, że przed prasowaniem. Chciałam zdążyć ze zdjęciami przed pobudką Syna.)





 Ciekawi mnie co Wy sądzicie o takich spodenkach?

20 maja 2015

Nowy pomysł

 Myślicie, że śliniaki ze zdjęciem dziecka - takie zindywidualizowane - to fajny pomysł?

18 kwietnia 2015

Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma

 Sobotni poranek. Mąż w domu ogarnia dzieci. Ja w planach dwie godziny spokojnego szycia.
Nie, nie mogło być tak pięknie. Po 20 minutach skończyła mi się nić na dużej szpulce. Szpulka nietypowa. Ten plastik w środku z drobnymi nierównościami, żeby nić się nie ślizgała. Ale, że u mnie szpulka w poziomie to resztka nici zahaczyła się o taką nierówność, sklinowała i trach wystrzeliła cała szpulka z trzpienia. Niby nic, ale akurat w kuchni (a w niej szyję) zamieszanie, drugie śniadanie, trójka dzieciaków się przemieściła. Zakładam nową szpulkę i co? Nie mam małego plastikowego dupsa, tzw. blokady górnej szpulki nici.

 Wierzcie mi lub nie, ale szukaliśmy oboje z Mężem tego dingsa ponad godzinę i nie znaleźliśmy. Wcięło. Diabeł nakrył ogonem. Czy co tam jeszcze...

 Ja oczywiście wkurz, bo przecież miałam czas i plany i tak miło się szyło. Ale nie ma i może się już nie znajdzie. Trochę poszyłam na pionowym trzpieniu, ale jakoś mi to tyrkocze i no po prostu nie.
Szybki wgląd w internety wykazał, że nowa zatyczka to koszt 20 zł plus przesyłka jeszcze. No jakoś mi to nie w smak. Może gdzieś w pasmanterii się uda taniej. Ale, że miałam jeszcze czas i chęci by szyć (acz zła jestem na całą sytuację trochę do teraz) to trzeba było coś wymyśleć.

 Kilka prób było nieudanych. Nie sprawdziły się opony z klocków lego, korek od wina taki korkowy prawdziwy, plastikowa podkładka z zestawu "Mały konstruktor". Nie ma mowy o żadnych taśmach, plastelinach, klejach, bo przecież co i rusz trzeba zmieniać nici.
Potrzeba matką wynalazku!!! Sprawdza się korek z wina, ale taki z jakiegoś sztucznego tworzywa. Przycięty, dziura wydłubana i na razie całkiem fajnie daje radę. Jak mnie nie zawiedzie to może odpuszczę sobie kupowanie plasticzanego badziewiaka.


25 marca 2015

Okładka na książeczkę zdrowia

 Jak się ma trójkę dzieci i trzy książeczki to można się pomylić.
Jak się ma jedno dziecko, dwoje, ile bądź, to czasem chce się po prostu zaszaleć ;)
Postanowiłam zaszaleć i ja. Może trochę dlatego, że potrzeba mi czasem takich szybkich projektów, uszytych w godzinę a nie snujących się przez kilka dni (patrz koszula z wcześniejszego posta).
I mam :)




I choć trochę mi się materiał pościągał (muszę poćwiczyć te naszywanie aplikacji) i jeszcze na zdjęciu trochę widać znikopis to bardzo bardzo mi się podoba :)



14 marca 2015

Skracanie firan i zasłon

 To chyba jedna z najczęstszych przeróbek z jakimi biega się do krawcowej. Widzę to także po moich znajomych i rodzinie, którzy od czasu gdy szyję co i rusz przynoszą mi kupione gotowce do skrócenia lub zwężenia. Szczerze? Nie lubię.

Dlaczego nie lubię przerabiać firan i zasłon?
  Po pierwsze dlatego, że materiału jest dużo a miejsca w domu mało. Muszę czekać na dogodną porę gdy dzieci pójdą spać, potem przesuwać stół w kuchni i lokuję się na podłodze, gdzie i tak materiały muszę kilkakrotnie składać, żeby je pomieścić. To nie sprzyja łatwemu i szybkiemu wymierzaniu odległości i kątów prostych.
I tu osobiste spostrzeżenie o ile podobają mi się komplety z IKEI (i są przystępne cenowo) o tyle nie znoszę na nich pracować. Ile razy miałam z nimi do czynienia tyle razy okazywało się, że metka sobie, a firanka/zasłonka sobie. Ach i kilkakrotnie były krzywo ucięte w tym sensie, że góra i dół leciały pod skosem, co skazywało mnie na odpruwanie taśmy, równanie i tak naprawdę szycie od nowa. Ale nie lubię takiej fuszery i zawsze coś tam kombinuję, żeby całość dobrze wyglądała.
  Po drugie boję się, że coś popsuję. O wiele bardziej niż przy przerabianiu ubrań. Bo też często te tkaniny to różne tam takie sztuczne włókna, które nie wiadomo jak się zachowają pod igłą. Boję się zaciągania nici, snucia, zwijania...
   Po trzecie mało twórcza ta praca, a zajmuje nie mało czasu (to przez to polerowanie podłogi kuchennej ;) ). Ale czego się nie robi dla znajomych i przyjaciół.

  Właściwie jednak to nie chcę pisać o samym skracaniu, a raczej o tym co potem. Bo potem najczęściej zostają mi całkiem spore kawałki materiałów. Właściciele powierzonych mi firanek/zasłonek zazwyczaj ich nie chcą. Mnie z kolei te tkaniny też nie bardzo pasują do moich szyciowych projektów, na składowanie nie mam miejsca, a wyrzucić mi ich zwyczajnie szkoda. Włączam wtedy tryb kombinator i...

...albo szyję poszewki na poduchy albo na przykład jak ostatnio bieżniki na stół.




Spodnia warstwa to zasłonka, górna firanka. Zszyte tak, by wyglądały jak dwa kawałki materiału luźno położone na sobie. W salonie, w którym zawisną firany i zasłony, będą tworzyły całkiem fajną dekorację dużego stołu.

 Tkanin wystarczyło jak widać na dwa całkiem spore bieżniki, a ponadto z resztek białej uszyłam jeszcze dwie taśmy, którymi właścicielka może sobie w razie potrzeby jakiejś odmiany podwiązać dekoracyjnie firanki.


Tutaj cały komplet oczekujący na odbiór. Zdjęcia świeżo po zakończonym szyciu, a tuż przed ostatnim prasowaniem, stąd widoczne jeszcze znaczenia i linie rysowane krawieckim znikopisem.



 Jeśli i Wam zdarza się skracać firanki/zasłonki zachęcam do kreatywnego wykorzystywania pozostałych fragmentów tkanin. Na pewno wpadną Wam do głowy inne świetne rozwiązania.