Byłam tak zadowolona z udziału w warsztatach. Niestety choć warsztatowe spotkania trwają dalej, ja nie będę mogła w nich dalej uczestniczyć. Trzygodzinne spotkania, wieczorową porą dają mi mocno w kość. Do tego podróż samochodem i noszenie ciężkiej maszyny, materiałów, skrzyneczki z akcesoriami z i do samochodu sprawiają mi sporą trudność. Myślałam, że dam radę, ale każde spotkanie muszę "odleżeć" bo brzusio pobolewa. Ryzyko, że coś się niedobrego może przydarzyć jest zbyt duże. Od tej pory muszę bazować na zdobytej wiedzy i uczyć się sama. Dobrze, że jest internet, książki, prasa. A po porodzie - jeśli warsztaty nadal będą to i ja na pewno znów dołączę :)
Gdyby ktoś był zainteresowany to raz jeszcze tutaj na blogu polecam osobom z Mikołowa, Katowic i okolic udział w warsztatach szyciowych w Mikołowskim Domu Kultury. Są naprawdę fajnie prowadzone. Można się wiele nauczyć. I co ważne, cena jest niezwykle przystępna.
Więcej informacji oraz kontakt telefoniczny do organizatorów można znaleźć TUTAJ.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warsztaty. Pokaż wszystkie posty
9 marca 2014
6 lutego 2014
Warsztaty - pierwsze spotkanie w nowym roku
Nadal jeszcze nie mogę wstawiać zdjęć. Będę miała sporo do nadrabiania ;)
Dzisiaj udało mi się uszyć do końca poszewki z wypustką. Wypustkę wszywałam posiłkując się tutorialem Adeli. Wszystko pięknie się udało i mam ochotę na jeszcze :D
A na warsztatach szyłam dalej moją dwukolorową letnią marynarkę. Już prawie prawie skończona. Za tydzień będę wszywała rękawy. Waham się czy nie spróbować wszyć ich samej, ale z drugiej strony boję się, żeby sobie w ostatnim elemencie nie popsuć całej dotychczasowej pracy. Tym bardziej, że jak cokolwiek pójdzie nie tak to klops, bo nie mam już więcej lnu z którego ją szyję. Trochę dziwnie wygląda przy przymiarkach, bo aktualnie mam ciążowy duży brzuch i większy rozmiar biustu. Jak zabierałam się za szycie wszystko miałam ekhm normalne.
Dzisiaj udało mi się uszyć do końca poszewki z wypustką. Wypustkę wszywałam posiłkując się tutorialem Adeli. Wszystko pięknie się udało i mam ochotę na jeszcze :D
A na warsztatach szyłam dalej moją dwukolorową letnią marynarkę. Już prawie prawie skończona. Za tydzień będę wszywała rękawy. Waham się czy nie spróbować wszyć ich samej, ale z drugiej strony boję się, żeby sobie w ostatnim elemencie nie popsuć całej dotychczasowej pracy. Tym bardziej, że jak cokolwiek pójdzie nie tak to klops, bo nie mam już więcej lnu z którego ją szyję. Trochę dziwnie wygląda przy przymiarkach, bo aktualnie mam ciążowy duży brzuch i większy rozmiar biustu. Jak zabierałam się za szycie wszystko miałam ekhm normalne.
9 grudnia 2013
Klasyczna prosta spódnica i gwiazdki raz jeszcze
Wreszcie strzeliłam sesję mojej warsztatowo uszytej spódnicy. Przepraszam za jakość, bo kiepska, ale okołozimowy brak światła dziennego w mieszkaniu i okołodzieciowa konieczność robienia zdjęć, gdy akurat dzieciątko śpi, sprawiają, że ech - no widać co widać.
A widać tyle.
I trochę szczegółów:
Zadowolona jestem naprawdę bardzo z efektu. Wygodnie się nosi i w ogóle podoba mi się bardzo. Planuję zakupić materiał skóropodobny (a może skórę) i uszyć jeszcze jedną spódniczkę wg tego modelu.
Święta coraz bliżej i gwiazdek coraz więcej.
A widać tyle.
| Kolor najbardziej zbliżony do tego na tym zdjęciu właśnie |
Zadowolona jestem naprawdę bardzo z efektu. Wygodnie się nosi i w ogóle podoba mi się bardzo. Planuję zakupić materiał skóropodobny (a może skórę) i uszyć jeszcze jedną spódniczkę wg tego modelu.
Święta coraz bliżej i gwiazdek coraz więcej.
5 grudnia 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 8
Wspominałam już, że z powodu choroby nie mogłam uczestniczyć w zeszłym tygodniu w zajęciach warsztatowych. Bardzo tego żałowałam, ale chyba wyszło na dobre. Plan uszycia żakietu, który sobie wybrałam wisiał na włosku - okazało się, że Burdę owszem mam z modelem, ale już stron z wykrojami nie. No posiałam gdzieś. Diabeł ogonem nakrył. Szukałam całe dwa tygodnie i nic. W końcu z wielkim żalem wybrałam sobie inny model, a nawet zakupiłam do jego szycia materiał. Wczoraj, tuż tuż przed wyjściem coś mnie tknęło, żeby sięgnąć ręką na jedną z półek naszej biblioteczki. To był strzał w dziesiątkę. Wykroje się znalazły, a ja wróciłam do pierwotnego planu. Ubolewałam tylko, że materiał mam nie taki jak chciałam. Postanowiłam, że tym razem zajmę się tylko wykrojem, a materiał sobie domówię. Na prędce dorzuciłam do torby dwa kupony lnu, choć wydawały mi się za małe na mój model. Czegóż jednak nie robi doświadczenie. Instruktorki wprawnym okiem oceniły materiał i tak dopasowały elementy, że wszystko się zmieściło. Fakt, że zapasy na szwy mam mniejsze niż zalecane w Burdzie, ale podobno dam radę ;)
I tak to za tydzień zaczynam już zszywać mój lniany żakiecik. A jeśli tylko wyjdzie ładnie to już w planach mam uszycie drugiego z haftowanego białego lnu.
Ten drugi model też chyba uszyję, skoro już zakupiłam materiał na niego.
Bardzo mi imponują też inne dziewczyny z warsztatów. Szyją spodnie, piękne sukienki - dopasowane, z zaszewkami, kołnierzykami, a nawet płaszczyk. Aż się wierzyć nie chce, że większość z nich trzy miesiące temu zaczynała dopiero przygodę z maszyną.
I tak to za tydzień zaczynam już zszywać mój lniany żakiecik. A jeśli tylko wyjdzie ładnie to już w planach mam uszycie drugiego z haftowanego białego lnu.
Ten drugi model też chyba uszyję, skoro już zakupiłam materiał na niego.
Bardzo mi imponują też inne dziewczyny z warsztatów. Szyją spodnie, piękne sukienki - dopasowane, z zaszewkami, kołnierzykami, a nawet płaszczyk. Aż się wierzyć nie chce, że większość z nich trzy miesiące temu zaczynała dopiero przygodę z maszyną.
21 listopada 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 7
Wreszcie ukończyłam moją spódniczę szytą w ramach warsztatów. Jestem z niej niezwykle dumna, bo to mój pierwszy wszywany zamek, pierwszy pasek z prawdziwego zdarzenia, zaszewki robione nie "na oko", podszewka, ładnie wykończone rozcięcie z tyłu. No żyć nie umierać.
No i w sumie zrobiłam też drugą taką samą, tylko bez podszewki, tak? Czekam aż będzie chwilka to zrobię i dorzucę zdjęcia.
A co dalej? Tym razem na szybko jeszcze nauczyłam się jak wszywać kryty zamek na półstopce. Co muszę sobie przećwiczyć jeszcze na spokojnie w domu, bo na razie nie do końca ogarniam. I ustaliłam co będę szyć dalej. Bo teraz każda z nas wybiera sobie model z burdy, dopasowuje z pomocą Instruktorek wykrój do swojej figury i szyje dla siebie jakieś coś. W moim przypadku będzie to sportowy żakiet. Letni taki, bo bez podszewki, za to z podwójnym kołnierzem. W Burdzie model oznaczony jest jako trudny i trochę sama mam wątpliwości czy podołam, ale chcę, chcę, chcę. A z pomocą Instruktorek może się uda. Wybrałam ten model także dlatego aby nauczyć się czegoś nowego. A tam i kołnierz, i wszywanie rękawów i ogólnie sporo sporo nowych umiejętności krawieckich do zdobycia. Także teraz czeka mnie poszukiwanie fajnego materiału i zakup. No i za tydzień do dzieła.
No i w sumie zrobiłam też drugą taką samą, tylko bez podszewki, tak? Czekam aż będzie chwilka to zrobię i dorzucę zdjęcia.
A co dalej? Tym razem na szybko jeszcze nauczyłam się jak wszywać kryty zamek na półstopce. Co muszę sobie przećwiczyć jeszcze na spokojnie w domu, bo na razie nie do końca ogarniam. I ustaliłam co będę szyć dalej. Bo teraz każda z nas wybiera sobie model z burdy, dopasowuje z pomocą Instruktorek wykrój do swojej figury i szyje dla siebie jakieś coś. W moim przypadku będzie to sportowy żakiet. Letni taki, bo bez podszewki, za to z podwójnym kołnierzem. W Burdzie model oznaczony jest jako trudny i trochę sama mam wątpliwości czy podołam, ale chcę, chcę, chcę. A z pomocą Instruktorek może się uda. Wybrałam ten model także dlatego aby nauczyć się czegoś nowego. A tam i kołnierz, i wszywanie rękawów i ogólnie sporo sporo nowych umiejętności krawieckich do zdobycia. Także teraz czeka mnie poszukiwanie fajnego materiału i zakup. No i za tydzień do dzieła.
11 listopada 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 5
W minioną środę odbyły się kolejne warsztaty szyciowe. Prawie, prawie udało mi się skończyć szyć moją spódnicę. Przygotowałam sobie podszewkę tak, aby na spotkaniu móc pociągnąć pracę mocno do przodu. Stety, niestety siedziałam z moimi dobrymi koleżankami i gadałyśmy i gadałyśmy. A że one trochę do tyłu z robotą, to raz jednej pomagałam, raz drugiej. Ostatecznie udało mi się wszyć zamek do spódnicy, przyszyć podszewkę ręcznie do zamka i przygotować pasek, tzn wyciąć, podkleić flizeliną, zrobić wypustkę i zaprasować do wszycia. Myślę, że za tydzień spokojnie wykończę moje dzieło. W planach mamy też uczyć się wszywać różne zamki - zwykły tak aby nie było widać ząbków, metalowy tak aby ząbki suwaka były widoczne, kryty. To będzie naprawdę ważna nauka, więc muszę uważać. I nie zapomnieć zabrać notatnika, co do tej pory zdarzało mi się notorycznie hihi. A na jeszcze kolejnych będziemy przerabiać własne ubrania, tzn. co kto ma do przerobienia/dopasowania to ma przynieść i będziemy sobie upiększać odzież ;)
A w domu mój kochany Mąż wziął kilka dni wolnego, żebym miała czas na szycie. Udało mi się stworzyć dwie sukieneczki dziewczęce wg całkowicie własnego pomysłu i przygotować konstrukcję do uszycia dwóch kolejnych, też własnego pomysłu. Ogólnie udało się sporo uszyć. Liczyłam na więcej, ale raz wyskoczył mi wyjazd z mamą, a raz musiałam skorzystać z wizyty u lekarza, bo źle się czułam. Tak czy siak jestem bardzo wdzięczna Mężowi i zadowolona.
A w domu mój kochany Mąż wziął kilka dni wolnego, żebym miała czas na szycie. Udało mi się stworzyć dwie sukieneczki dziewczęce wg całkowicie własnego pomysłu i przygotować konstrukcję do uszycia dwóch kolejnych, też własnego pomysłu. Ogólnie udało się sporo uszyć. Liczyłam na więcej, ale raz wyskoczył mi wyjazd z mamą, a raz musiałam skorzystać z wizyty u lekarza, bo źle się czułam. Tak czy siak jestem bardzo wdzięczna Mężowi i zadowolona.
26 października 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 3
Moja obecność na kolejnym spotkaniu szyciowym stała pod dużym znakiem zapytania. W domu chore dzieciaki, a i ja bardzo niewyraźnie się czułam. Napełniłam jednak moje akumulatory witaminą C i miodem i jakoś udało się zebrać potrzebne siły. Opłacało się. Całe zajęcia minęły nam tym razem bardzo bardzo szybko. Wypełnione były dosyć żmudną pracą, bo głównie szyłyśmy ręcznie. Ale po kolei.
Najpierw wykroiłyśmy elementy spódnicy. Oj ile przy tym było śmiechu, ale i niepewności. W końcu wiadomo, że coś co się utnie nigdy już nie wróci do poprzedniego stanu. Trzeba było być uważną i pilnować swoich nożyczek. Potem wykorzystywałyśmy ścieg pętelkowy do odwzorowania zaszewek przodu i tyłu tak, by nie różniły się widocznie od siebie w końcowym efekcie. A potem długi długi czas fastrygowałyśmy. Bardzo gęstą fastrygą zaszewki i nieco rzadszą szew tyłu oraz szwy boczne. Wiadomo, że wprawnej krawcowej wystarczy kilka minut na to, a pewnie czasem radzi sobie bez fastrygi, wykorzystując tylko szpilki. Nam jednak zajęło to mnóstwo czasu, ale wiadomo, że ćwiczenie czyni mistrza. Potem nadeszła bardzo upragniona chwila - pierwsze przymiarki. Panie prowadzące bardzo nam pomagały w ocenie czy wszystko dobrze leży, gdzie popuścić, gdzie zwężyć. No i znów fastrygowanie na nowo ;) Gdy już wszystko leżało jak trzeba można było rozstawić maszynę i szyć. Ale w tym momencie skończył się czas trzecich warsztatów. Tym sposobem to co najmilsze (chyba) zostało na kolejne spotkanie.
Z jednej strony niby dużo czasu już poświęciłysmy szyciu spódnicy. Z drugiej strony aż mi się wierzyć nie chce, że być może za tydzień będę miała nowy ubraniowy nabytek. A właściwie dwa, bo drugi z innego materiału szyję przecież w domu, by utrwalić sobie zdobytą wiedzę. Najbardziej dumna jednak jestem, bo będą to spódnice własnoręcznie uszyte i własnoręcznie skonstruowane. Od pierwszej kropki na papierze. I ile zdobytych nowych umiejętności a przede wszystkim wiedzy od fachowych krawcowych. No ciągle tylko musiałabym wydawać z siebie achy i ochy. A jak świetnie to pomaga na depresję, którą długie jesienno-zimowe wieczory u wielu z nas potrafią wywołać :)
Najpierw wykroiłyśmy elementy spódnicy. Oj ile przy tym było śmiechu, ale i niepewności. W końcu wiadomo, że coś co się utnie nigdy już nie wróci do poprzedniego stanu. Trzeba było być uważną i pilnować swoich nożyczek. Potem wykorzystywałyśmy ścieg pętelkowy do odwzorowania zaszewek przodu i tyłu tak, by nie różniły się widocznie od siebie w końcowym efekcie. A potem długi długi czas fastrygowałyśmy. Bardzo gęstą fastrygą zaszewki i nieco rzadszą szew tyłu oraz szwy boczne. Wiadomo, że wprawnej krawcowej wystarczy kilka minut na to, a pewnie czasem radzi sobie bez fastrygi, wykorzystując tylko szpilki. Nam jednak zajęło to mnóstwo czasu, ale wiadomo, że ćwiczenie czyni mistrza. Potem nadeszła bardzo upragniona chwila - pierwsze przymiarki. Panie prowadzące bardzo nam pomagały w ocenie czy wszystko dobrze leży, gdzie popuścić, gdzie zwężyć. No i znów fastrygowanie na nowo ;) Gdy już wszystko leżało jak trzeba można było rozstawić maszynę i szyć. Ale w tym momencie skończył się czas trzecich warsztatów. Tym sposobem to co najmilsze (chyba) zostało na kolejne spotkanie.
Z jednej strony niby dużo czasu już poświęciłysmy szyciu spódnicy. Z drugiej strony aż mi się wierzyć nie chce, że być może za tydzień będę miała nowy ubraniowy nabytek. A właściwie dwa, bo drugi z innego materiału szyję przecież w domu, by utrwalić sobie zdobytą wiedzę. Najbardziej dumna jednak jestem, bo będą to spódnice własnoręcznie uszyte i własnoręcznie skonstruowane. Od pierwszej kropki na papierze. I ile zdobytych nowych umiejętności a przede wszystkim wiedzy od fachowych krawcowych. No ciągle tylko musiałabym wydawać z siebie achy i ochy. A jak świetnie to pomaga na depresję, którą długie jesienno-zimowe wieczory u wielu z nas potrafią wywołać :)
17 października 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 2 (już po)
Wróciłam ze spotkania pełna wrażeń. Trzy godziny zleciały jak z bicza strzelił. Tym razem nasze maszyny tylko dotrzymywały nam towarzystwa a całe zajęcia poświęcone były nauce i tworzeniu konstrukcji podstawowej spódnicy. I tak to najpierw się mierzyłyśmy. Siebie same lub w duetach. I już było zabawnie, bo jedna się dziwiła, że jej mało wyszło w pasie, druga że za dużo w biodrach i takie tam babskie troski...
A potem papier, linijka, ołówek i poczułam się trochę jak na zajęciach z rysunku technicznego, bo konstruowanie to trochę taki właśnie rysunek. Tu punkt B, tam D, gdzie indziej T1, tu wysokość zaszewki, tam linia środkowa przodu i tak dalej. Nasze panie instruktorki bardzo bardzo jasno wszystko tłumaczyły, podchodziły, pomagały, sprawdzały czy aby nie rysujemy tak, że zamiast spodni będziemy miały śpiwór na koniec. I znowu dużo śmiechu przy tym było. Instruktorki też się śmiały, bo i dla nich było to nowe doświadczenie taka nauka. Same będąc doświadczonymi praktykami chwilami miały kłopot jak oczywistą dla nich wiedzę praktyczną sformułować w zrozumiały dla nas przekaz ustny.
Wszystko jednak się powiodło i po dwóch godzinach, i krótkiej przerwie wypełnionej anegdotami z pracowni krawieckiej, w ruch poszły szpilki, materiały i mydełka krawieckie. Ostatecznie skończyłyśmy tuż tuż przed etapem wycinania elementów spódnicy z materiału. Ale to już zostawiłyśmy sobie na kolejne zajęcia.
Ogólnie jestem zafascynowana tym, że potrafię stworzyć teraz wykrój podstawowej spódnicy (ale także opartej na tej konstrukcji spódnicy ołówkowej i trapezowej) dla każdej kobiety. Wiem co i gdzie zmierzyć, co i jak wyrysować, a jak jeszcze nauczę się co wyciąć i gdzie oraz jak pozszywać i rzeczywiście moja spódnica wyjdzie to będę bardzo bardzo dumna z siebie. I zaraz potem bardzo zapracowana, bo mam już trzy potencjalne klientki chętne na taką właśnie spódniczkę tylko dla nich.
W domu natomiast wykańczam lnianą tuniczkę dla małej dziewczynki. Weekend mam mocno obłożony, ale może wreszcie uda się dorwać chwilkę czasu i aparat i będą zdjęcia tuniczki, drutowych kominów i czapy z uszkami ;)
A potem papier, linijka, ołówek i poczułam się trochę jak na zajęciach z rysunku technicznego, bo konstruowanie to trochę taki właśnie rysunek. Tu punkt B, tam D, gdzie indziej T1, tu wysokość zaszewki, tam linia środkowa przodu i tak dalej. Nasze panie instruktorki bardzo bardzo jasno wszystko tłumaczyły, podchodziły, pomagały, sprawdzały czy aby nie rysujemy tak, że zamiast spodni będziemy miały śpiwór na koniec. I znowu dużo śmiechu przy tym było. Instruktorki też się śmiały, bo i dla nich było to nowe doświadczenie taka nauka. Same będąc doświadczonymi praktykami chwilami miały kłopot jak oczywistą dla nich wiedzę praktyczną sformułować w zrozumiały dla nas przekaz ustny.
Wszystko jednak się powiodło i po dwóch godzinach, i krótkiej przerwie wypełnionej anegdotami z pracowni krawieckiej, w ruch poszły szpilki, materiały i mydełka krawieckie. Ostatecznie skończyłyśmy tuż tuż przed etapem wycinania elementów spódnicy z materiału. Ale to już zostawiłyśmy sobie na kolejne zajęcia.
Ogólnie jestem zafascynowana tym, że potrafię stworzyć teraz wykrój podstawowej spódnicy (ale także opartej na tej konstrukcji spódnicy ołówkowej i trapezowej) dla każdej kobiety. Wiem co i gdzie zmierzyć, co i jak wyrysować, a jak jeszcze nauczę się co wyciąć i gdzie oraz jak pozszywać i rzeczywiście moja spódnica wyjdzie to będę bardzo bardzo dumna z siebie. I zaraz potem bardzo zapracowana, bo mam już trzy potencjalne klientki chętne na taką właśnie spódniczkę tylko dla nich.
W domu natomiast wykańczam lnianą tuniczkę dla małej dziewczynki. Weekend mam mocno obłożony, ale może wreszcie uda się dorwać chwilkę czasu i aparat i będą zdjęcia tuniczki, drutowych kominów i czapy z uszkami ;)
15 października 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 2 (jeszcze przed)
Drugie spotkanie warsztatowo szyciowe tuż tuż. Rozwijam swoje "gałęzie" znajomości i wciągnęłam już drugą moją koleżankę na te warsztaty. Cieszę się, bo we trzy mamy pewne plany na przyszłość związane z szyciem i projektowaniem ubrań.
Udało mi się kupić świetne materiały na spódniczkę na warsztaty. W sumie waham się między dwoma i chyba skończy się tak, że będę miała dwie spódniczki według jednego wykroju, z dwóch materiałów, w dwóch kolorach. A co? Jak szaleć to szaleć.
Przy okazji zamawiania materiałów zakupiłam tak chwaloną przez wiele osób dzianinę punto. Na próbę. Kolor szary-dresowy z lekkim ciemniejszym melanżem. Dzianina naprawdę przyjemna w dotyku i już mam moc pomysłów co z niej będzie.
Udało mi się kupić świetne materiały na spódniczkę na warsztaty. W sumie waham się między dwoma i chyba skończy się tak, że będę miała dwie spódniczki według jednego wykroju, z dwóch materiałów, w dwóch kolorach. A co? Jak szaleć to szaleć.
Przy okazji zamawiania materiałów zakupiłam tak chwaloną przez wiele osób dzianinę punto. Na próbę. Kolor szary-dresowy z lekkim ciemniejszym melanżem. Dzianina naprawdę przyjemna w dotyku i już mam moc pomysłów co z niej będzie.
9 października 2013
Warsztaty szyciowe - spotkanie 1
Dzisiaj jedziemy z moją dobrą Duszyczką na pierwsze spotkanie (po-organizacyjne) warsztatów szycia na maszynie. Jestem pełna wewnętrznego radosnego oczekiwania. Wszystko co mam zabrać ze sobą, wraz z moją maszyną (zwaną Kanciakiem lub bardziej pieszczotliwie Zygusiem - to od Singera ;) ) już spakowane w torbie z malinowym wzorkiem. Mam nadzieję, że to będzie wspaniałe popołudnie i wrócę pełna nowych pomysłów i z większą pewnością siebie co do szycia.
Relacja wkrótce.
EDYTOWANE: No to już relacjonuję. Pierwsze spotkanie warsztatowe bardzo się udało. Na spotkaniu organizacyjnym zapowiadało się, że może być kilka takich spotkań na których zbyt wiele się nie nauczę. W końcu coś tam już potrafię szyć, a kurs od podstaw i są na nim dziewczyny pierwszy raz trzymające igłę i nitkę w ręce. Ale bystre jesteśmy wszystkie nad wyraz i w efekcie przerobiłyśmy podstawowe ściegi ręczne (fastryga, przed igłą i pętelkowy) przy użyciu naparstka (dziwnie się szyje z czpką metalową na palcu, ale można się przyzwyczaić i NIE BOLI ;) ). A potem nasze miłe Intruktorki biegały od jednego stolika do drugiego, instruowały jak założyć nici, jak prawidłowo naciagnąć górną i dolna nitkę by szew był idealny, pomagaly wyregulować pętelkujące maszyny i ogólnie każdej z osobna mówiły co, jak i gdzie. A potem już do końca spotkania było szycie, szycie i szycie. Najpierw wzorki na papierze bez nici, potem z nicią, potem na materiałach różne wygibasy, dziurki, wzorki.
Tak poleciałyśmy z tym wszystkim, że już za tydzień zabieramy się za konstrukcję spódnicy podstawowej, zdejmowanie wymiarów z siebie (lub innych - moja mama już drży, bo będzie moim obiektem ćwiczeniowym), dopasowywanie konstrukcji do siebie i wykrojenie z materiału elementów spódnicy. Noż normalnie i teraz w sześć dni muszę się zaopatrzyć w materiał z którego będę sobie szyć. Pomysł niby jest, ale z realizacją w tak krótkim czasie może być trudno. Najwyżej będzie prosta czarna ołówkowa ;)
Relacja wkrótce.
EDYTOWANE: No to już relacjonuję. Pierwsze spotkanie warsztatowe bardzo się udało. Na spotkaniu organizacyjnym zapowiadało się, że może być kilka takich spotkań na których zbyt wiele się nie nauczę. W końcu coś tam już potrafię szyć, a kurs od podstaw i są na nim dziewczyny pierwszy raz trzymające igłę i nitkę w ręce. Ale bystre jesteśmy wszystkie nad wyraz i w efekcie przerobiłyśmy podstawowe ściegi ręczne (fastryga, przed igłą i pętelkowy) przy użyciu naparstka (dziwnie się szyje z czpką metalową na palcu, ale można się przyzwyczaić i NIE BOLI ;) ). A potem nasze miłe Intruktorki biegały od jednego stolika do drugiego, instruowały jak założyć nici, jak prawidłowo naciagnąć górną i dolna nitkę by szew był idealny, pomagaly wyregulować pętelkujące maszyny i ogólnie każdej z osobna mówiły co, jak i gdzie. A potem już do końca spotkania było szycie, szycie i szycie. Najpierw wzorki na papierze bez nici, potem z nicią, potem na materiałach różne wygibasy, dziurki, wzorki.
Tak poleciałyśmy z tym wszystkim, że już za tydzień zabieramy się za konstrukcję spódnicy podstawowej, zdejmowanie wymiarów z siebie (lub innych - moja mama już drży, bo będzie moim obiektem ćwiczeniowym), dopasowywanie konstrukcji do siebie i wykrojenie z materiału elementów spódnicy. Noż normalnie i teraz w sześć dni muszę się zaopatrzyć w materiał z którego będę sobie szyć. Pomysł niby jest, ale z realizacją w tak krótkim czasie może być trudno. Najwyżej będzie prosta czarna ołówkowa ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)