Ostatecznie mają kilka mankamentów, o których wiem tylko ja i nikt inny ich nie zauważa. Ale fakt, że JA WIEM sprawia, że ... muszę sobie na nie pomarudzić i na pewno będę szyła kolejne, żeby zobaczyć czy uda się błędów uniknąć. Oraz oczywiście, żeby mieć kolejne spodnie :p
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spodnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spodnie. Pokaż wszystkie posty
29 sierpnia 2015
Długie spodnie z dzianiny
Moje pierwsze spodnie. Szyte na miarę w ramach egzaminu na szyciowy kurs. Podjęłam wyzwanie i są to wprawdzie spodnie z dzianiny, ale z zamkiem wszywanym tak jak do jeansów oraz z kieszeniami na bioderze. Obie te rzeczy robiłam pierwszy raz.
Ostatecznie mają kilka mankamentów, o których wiem tylko ja i nikt inny ich nie zauważa. Ale fakt, że JA WIEM sprawia, że ... muszę sobie na nie pomarudzić i na pewno będę szyła kolejne, żeby zobaczyć czy uda się błędów uniknąć. Oraz oczywiście, żeby mieć kolejne spodnie :p
Pomijając powyższe. UWIELBIAM JE!!! I wiem, że będą noszone, noszone, noszone, prane, noszone....
Ostatecznie mają kilka mankamentów, o których wiem tylko ja i nikt inny ich nie zauważa. Ale fakt, że JA WIEM sprawia, że ... muszę sobie na nie pomarudzić i na pewno będę szyła kolejne, żeby zobaczyć czy uda się błędów uniknąć. Oraz oczywiście, żeby mieć kolejne spodnie :p
26 sierpnia 2015
Spodnie
Mało się szyje. Zamówień na szczęście też niewiele. Wszystko to BO mamy remont w domu. I choć Pan Monsz na urlopie to jednak zajęty pracami domowymi i mnie zostają dzieci do towarzystwa.
Ale, ale trochę się dzieje. Szyciowy kurs już prawie skończony. W ramach egzaminu szyję spodnie na miarę (na swoją miarę). Wydumałam sobie, że będą i z zamkiem i z kieszeniami. Ani jednego, ani drugiego nigdy dotąd nie szyłam. Ale po to się szyje, żeby się naumieć.
Kieszenie już mam i wyglądają całkiem dobrze.
Zamek musi zaczekać. A właściwie to spodnie muszą na niego zaczekać, bo jeszcze go nie kupiłam.
Poza tym chwalę się, chwalę. Udało mi się wylicytować za bardzo korzystną cenę overlocka. Na razie nie umiem go jeszcze dobrze wyregulować (ale liczę, że dobre dusze mi w piątek na kursie pomogą i podpowiedzą co jest nie tak) i szyję tylko trzema nitkami, nie czterema. Ale i tak jest super :) :) :)
Ale, ale trochę się dzieje. Szyciowy kurs już prawie skończony. W ramach egzaminu szyję spodnie na miarę (na swoją miarę). Wydumałam sobie, że będą i z zamkiem i z kieszeniami. Ani jednego, ani drugiego nigdy dotąd nie szyłam. Ale po to się szyje, żeby się naumieć.
Kieszenie już mam i wyglądają całkiem dobrze.
Zamek musi zaczekać. A właściwie to spodnie muszą na niego zaczekać, bo jeszcze go nie kupiłam.
Poza tym chwalę się, chwalę. Udało mi się wylicytować za bardzo korzystną cenę overlocka. Na razie nie umiem go jeszcze dobrze wyregulować (ale liczę, że dobre dusze mi w piątek na kursie pomogą i podpowiedzą co jest nie tak) i szyję tylko trzema nitkami, nie czterema. Ale i tak jest super :) :) :)
25 czerwca 2015
Krótkie spodenki dziewczęce
Nie ukrywam, że bardzo mi się podobają te wszystkie spodenki typu baggy szyte z kolorowych, wzorzystych dresówek. Czasem jednak potrzeba odmiany. Niekiedy wypada wyglądać nieco bardziej oficjalnie ;)
Moje dzieci nie przepadają za tym co eleganckie, bo zazwyczaj są to rzeczy sztywne, ciasne, mało wygodne i pozostawiające niewiele swobody (acz są oczywiście wyjątki), a dzieci ruszać się muszą przecież. Z tej to właśnie przyczyny postanowiłam na próbę uszyć spodenki i wygodne ale nie-dresowe. Takie, w których Córka będzie mogła pójść np. na czyjeś urodziny albo do kościoła i nie będę z nią musiała "walczyć" żeby je założyła.
Przy okazji podjęłam udaną próbę kieszeniową i spodenki zyskały dwie praktyczne kieszenie wszywane w boczne szwy. Po fakcie mogę śmiało napisać, że nie taki diabeł straszny.
Próbna wersja wyszła całkiem nieźle. Połączenie cienkiej wełenki z bawełnianym ściągaczem to był pomysł, którego się trochę obawiałam, ale teraz mi się podoba. Muszę kupić sobie brązowy ściągacz, ale ten róż też wygląda fajnie i nadaje spodenkom dziewczęcości ;) Takie jest moje zdanie.
(Przepraszam, że przed prasowaniem. Chciałam zdążyć ze zdjęciami przed pobudką Syna.)
Moje dzieci nie przepadają za tym co eleganckie, bo zazwyczaj są to rzeczy sztywne, ciasne, mało wygodne i pozostawiające niewiele swobody (acz są oczywiście wyjątki), a dzieci ruszać się muszą przecież. Z tej to właśnie przyczyny postanowiłam na próbę uszyć spodenki i wygodne ale nie-dresowe. Takie, w których Córka będzie mogła pójść np. na czyjeś urodziny albo do kościoła i nie będę z nią musiała "walczyć" żeby je założyła.
Przy okazji podjęłam udaną próbę kieszeniową i spodenki zyskały dwie praktyczne kieszenie wszywane w boczne szwy. Po fakcie mogę śmiało napisać, że nie taki diabeł straszny.
Próbna wersja wyszła całkiem nieźle. Połączenie cienkiej wełenki z bawełnianym ściągaczem to był pomysł, którego się trochę obawiałam, ale teraz mi się podoba. Muszę kupić sobie brązowy ściągacz, ale ten róż też wygląda fajnie i nadaje spodenkom dziewczęcości ;) Takie jest moje zdanie.
(Przepraszam, że przed prasowaniem. Chciałam zdążyć ze zdjęciami przed pobudką Syna.)
Ciekawi mnie co Wy sądzicie o takich spodenkach?
28 marca 2015
Niemowlęce pumpy
Zachciałam mieć i ja. Mały miał braki w swojej garderobie. Ja resztki szarej dresówki. Rachu ciachu i są dwie pary.
Klasyczne szare z przestebnowaniem wokół ściągaczy oraz szare szare z przeszyciem w okolicy kolan (tia przeszycie było pomysłem pt. RATUNKU SKOŃCZYŁ MI SIĘ MATERIAŁ I BRAKNIE MI NA NOGAWKĘ ;) )
Klasyczne szare z przestebnowaniem wokół ściągaczy oraz szare szare z przeszyciem w okolicy kolan (tia przeszycie było pomysłem pt. RATUNKU SKOŃCZYŁ MI SIĘ MATERIAŁ I BRAKNIE MI NA NOGAWKĘ ;) )
Z tego stebnowania jestem szczególnie zadowolona. Widzę postępy. Są coraz równiejsze. :)
23 lutego 2015
Legginsy dziewczęce
Miała być sukienka. Ale mam niedoczas szyciowy. A materiał kusił i kusił. Popełniłam na szybko legginsy dla Średniej. Pierwsze w mojej szyciowej karierze i wyszły całkiem nieźle.
Średnia jak to Średnia. Łypnęła okiem i "nie ciem mamo pasiować podniuf". I tyle w temacie. Powędrowały do szafy na stosik pozostałych. Może jak będzie się sama ubierała to się z nimi przeprosi. Wtedy spróbuję pstryknąć jakąś fotę na żywej istocie ;)
Papierowy wykrój po niewielkich poprawkach na pewno posłuży jeszcze do szycia kolejnych par. Zwłaszcza, że wiadomym jest - spodni, spodenek, legginsów, spódniczek.... małym dzieciom nigdy za wiele.
Średnia jak to Średnia. Łypnęła okiem i "nie ciem mamo pasiować podniuf". I tyle w temacie. Powędrowały do szafy na stosik pozostałych. Może jak będzie się sama ubierała to się z nimi przeprosi. Wtedy spróbuję pstryknąć jakąś fotę na żywej istocie ;)
Papierowy wykrój po niewielkich poprawkach na pewno posłuży jeszcze do szycia kolejnych par. Zwłaszcza, że wiadomym jest - spodni, spodenek, legginsów, spódniczek.... małym dzieciom nigdy za wiele.
20 lutego 2015
Spodnie tysiąca klęsk
Trochę mi się już przejadła ta szara dresówka. Ale póki jeszcze ją mam, a do najcieńszych nie należy, a na dworze wczesnowiosenne chłody to staram się ją wykorzystać. I tak postanowiłam uszyć Małemu spodnie. Takie zwyklaki po domu, wygodne, miękkie, szerokie żeby mu się dobrze chodziło.
Tradycyjnie już wzięłam jakieś takie jego, które mu dosyć dobrze pasują, odrysowałam, zmajstrowałam wykrój, powycinałam to i owo i do dzieła.
Przy okazji pomyślałam sobie, że potraktuję je trochę jako wprawkę i popróbuję kilka rzeczy. I tak udało się stworzyć fajną kieszonkę w tyle oraz dwie imitacje kieszeni wpuszczanych z przodu. Ponieważ wykorzystałam resztki strażacko-pieskiej dzianiny spodnie zrobiły się nieco bardziej kolorowe i radosne. Z kieszeni w sumie jestem zadowolona. Jak na pierwszy raz wyszły całkiem nieźle. Wiem co następnym razem poprawiać, gdzie nacinać, gdzie więcej materiału i takie tam.
Zamarkowałam też rozporek, żeby nadać im bardziej spodniowego charakteru, co też całkiem fajnie wyszło.
A potem się zaczęło. Najpierw w pasie jakoś nie zgrałam się z materiałem. Nie pomyślałam, że z tą imitacją rozporka przeszywaną aż do samej góry to nie będzie dobrze wyglądał zwykły podwinięty tunel na gumkę. No to naszywany pas. I tu popełniłam pierwszy błąd. Tu za mało wycięłam, tam za dużo. I jeszcze naszyłam sobie od złej strony. Tzn gdybym wiedziała, że mi się to jednak rozjedzie to bym naszyła od drugiej, ale się nie spodziewałam no :(
Nic to - nie lubię pruć, a już dzianin szytych ściegami elastycznymi różnymi szczególnie. Jako, że spodnie mają być po domu machnęłam ręką.
Wciągnęłam gumkę i znów klops, bo coś tam nie bardzo jakoś to wyglądało. Zawijało się tak dziwnie. Postanowiłam, że gumkę zrobię przeszywaną. I znów brak doświadczenia mojego. Okazało się OCZYWIŚCIE, że przeszywana gumka trochę jednak się rozciąga i zyskuje na objętości. Przez to spodnie są mocno luźne. Z zapieluszonej pupy dreptaka nie spadają, ale wolałabym, żeby były ciaśniejsze.
Ach no i góra się jakoś rozłaziła, więc mocno już zeźlona na samą siebie (bo jednak trzeba było pruć, a takiej przeszytej gumy to już na pewno NIE NIE NIE) chciałam spodnie odłożyć do niedokończonych na wieczne niewykończenie.
Wdech, wydech. Trudno. Machnęłam na górze jakiś tam szlaczek. Trach skończyła się jasnoszara nić. I klops ani jednej takiej szpulki na zapasie. Trudno. Podłamana już mocno wzięłam inną - ciemniejszą. Zrobiły się oczywiście falbanki. Trochę to tak dziewczęco, ale przecież tylko po domu. I lepiej mieć dresy niż nie mieć.
Odżałowałam i to.
Pomyślałam, że przestebnuję sobie miejsce pod gumką i UWAGA jak szaleć to szaleć, wypróbuję szycie podwójną igłą. Dostałam kiedyś takową w gratisie do kupowanych stopek. Wiem, że moja maszyna potrafi i tylko ja jakoś nie miałam odwagi. Ale co tam, skoro spodnie już i tak mocno rozmijały się z moimi wyobrażeniami to chciałam iść na całość. I tu kolejna przykra niespodzianka. Igła (gratisowa) okazała się nie dość, że pęknięta w miejscu gdzie jest plastikowa, to jeszcze jedna z igieł jakby fabrycznie uszczerbiona u swojej nasady. Podejrzewam, że jedno, dwa uderzenie w materiał i igła ta by się złamała. Westchnęłam podłamana. Nie ryzykowałam, bo przecież jeszcze by mi maszynę uszkodziła, albo coś.
Chciałam normalnie, ale w końcu odpuściłam to stębnowanie, bo... znów mi się skończyła nić. Ta ciemniejsza. Co mi się wydawało, że jej starczy do końca.
Brakło sił. Spodnie odłożyłam i poszłam spać.
Rano przymierzyłam Małemu i okazało się, że całkiem w sumie nieźle leżą. Wyglądają też dopuszczalnie.
Zostało mi wykończenie nogawek. Skróciłam, wszyłam ściągacz. Przestebnowałam wąsko nad ściągaczem (czego nie ma już na zdjęciach, bo to dopiero przed chwilą). Wzięłam głęboki wdech, wydech i pomyślałam, że nigdy więcej.
Ale jednak wprawki wprawkami. Człowiek się uczy na błędach przecież. A że jestem szyciowym samoukiem to mam prawo do pomyłek.
W planach już proste spodenki/leginsy dla Średniej. Materiał mam i chęci nawet są. Choć obaw po tych doświadczeniach równie wiele.
Dzieciakom moje klęski szyciowe jak widać wcale a wcale nie przeszkadzają :)
Tradycyjnie już wzięłam jakieś takie jego, które mu dosyć dobrze pasują, odrysowałam, zmajstrowałam wykrój, powycinałam to i owo i do dzieła.
Przy okazji pomyślałam sobie, że potraktuję je trochę jako wprawkę i popróbuję kilka rzeczy. I tak udało się stworzyć fajną kieszonkę w tyle oraz dwie imitacje kieszeni wpuszczanych z przodu. Ponieważ wykorzystałam resztki strażacko-pieskiej dzianiny spodnie zrobiły się nieco bardziej kolorowe i radosne. Z kieszeni w sumie jestem zadowolona. Jak na pierwszy raz wyszły całkiem nieźle. Wiem co następnym razem poprawiać, gdzie nacinać, gdzie więcej materiału i takie tam.
Zamarkowałam też rozporek, żeby nadać im bardziej spodniowego charakteru, co też całkiem fajnie wyszło.
A potem się zaczęło. Najpierw w pasie jakoś nie zgrałam się z materiałem. Nie pomyślałam, że z tą imitacją rozporka przeszywaną aż do samej góry to nie będzie dobrze wyglądał zwykły podwinięty tunel na gumkę. No to naszywany pas. I tu popełniłam pierwszy błąd. Tu za mało wycięłam, tam za dużo. I jeszcze naszyłam sobie od złej strony. Tzn gdybym wiedziała, że mi się to jednak rozjedzie to bym naszyła od drugiej, ale się nie spodziewałam no :(
Nic to - nie lubię pruć, a już dzianin szytych ściegami elastycznymi różnymi szczególnie. Jako, że spodnie mają być po domu machnęłam ręką.
Wciągnęłam gumkę i znów klops, bo coś tam nie bardzo jakoś to wyglądało. Zawijało się tak dziwnie. Postanowiłam, że gumkę zrobię przeszywaną. I znów brak doświadczenia mojego. Okazało się OCZYWIŚCIE, że przeszywana gumka trochę jednak się rozciąga i zyskuje na objętości. Przez to spodnie są mocno luźne. Z zapieluszonej pupy dreptaka nie spadają, ale wolałabym, żeby były ciaśniejsze.
Ach no i góra się jakoś rozłaziła, więc mocno już zeźlona na samą siebie (bo jednak trzeba było pruć, a takiej przeszytej gumy to już na pewno NIE NIE NIE) chciałam spodnie odłożyć do niedokończonych na wieczne niewykończenie.
Wdech, wydech. Trudno. Machnęłam na górze jakiś tam szlaczek. Trach skończyła się jasnoszara nić. I klops ani jednej takiej szpulki na zapasie. Trudno. Podłamana już mocno wzięłam inną - ciemniejszą. Zrobiły się oczywiście falbanki. Trochę to tak dziewczęco, ale przecież tylko po domu. I lepiej mieć dresy niż nie mieć.
Odżałowałam i to.
Pomyślałam, że przestebnuję sobie miejsce pod gumką i UWAGA jak szaleć to szaleć, wypróbuję szycie podwójną igłą. Dostałam kiedyś takową w gratisie do kupowanych stopek. Wiem, że moja maszyna potrafi i tylko ja jakoś nie miałam odwagi. Ale co tam, skoro spodnie już i tak mocno rozmijały się z moimi wyobrażeniami to chciałam iść na całość. I tu kolejna przykra niespodzianka. Igła (gratisowa) okazała się nie dość, że pęknięta w miejscu gdzie jest plastikowa, to jeszcze jedna z igieł jakby fabrycznie uszczerbiona u swojej nasady. Podejrzewam, że jedno, dwa uderzenie w materiał i igła ta by się złamała. Westchnęłam podłamana. Nie ryzykowałam, bo przecież jeszcze by mi maszynę uszkodziła, albo coś.
Chciałam normalnie, ale w końcu odpuściłam to stębnowanie, bo... znów mi się skończyła nić. Ta ciemniejsza. Co mi się wydawało, że jej starczy do końca.
Brakło sił. Spodnie odłożyłam i poszłam spać.
Rano przymierzyłam Małemu i okazało się, że całkiem w sumie nieźle leżą. Wyglądają też dopuszczalnie.
Zostało mi wykończenie nogawek. Skróciłam, wszyłam ściągacz. Przestebnowałam wąsko nad ściągaczem (czego nie ma już na zdjęciach, bo to dopiero przed chwilą). Wzięłam głęboki wdech, wydech i pomyślałam, że nigdy więcej.
| Nogawki tu mi wyszły jakieś nierównej długości, aż poszłam sprawdzać z metrem, ale w rzeczywistości są równe. Wielkie uff. |
Ale jednak wprawki wprawkami. Człowiek się uczy na błędach przecież. A że jestem szyciowym samoukiem to mam prawo do pomyłek.
W planach już proste spodenki/leginsy dla Średniej. Materiał mam i chęci nawet są. Choć obaw po tych doświadczeniach równie wiele.
| Przymiarki :) |
2 lutego 2015
Flanelowe spodnie
Kiedyś, gdzieś przypadkiem natknęłam się na kawałek flaneli w pieski. Materiał wypatrzył od razu Starszy Syn i zażądał bym tym razem uszyła coś dla niego. Pozwoliłam mu wybrać pomiędzy poszewką na poduchę oraz spodenkami. Bez wahania wybrał spodnie. I tak to dzisiejszego ranka powstały szerokie, miękkie i wygodne spodnie piżamowe - takie 3/4 bo materiału było naprawdę mało.
Czekają teraz na właściciela aż wróci z przedszkola.
Przyznaję, że dużą radość sprawiło mi szycie dla niego.
Czekają teraz na właściciela aż wróci z przedszkola.
Przyznaję, że dużą radość sprawiło mi szycie dla niego.
2 stycznia 2015
Flanelowa piżama
Szukałam jednego materiału. Przy okazji rzucił się na mnie inny - kolorowa śliczna flanela.
Od razu w głowie pomysł na jej zastosowanie. Wspomnienie z dzieciństwa, gdy w domu chłód zimowych poranków ale grzeje dzięcięca flanelowa piżamka. Typowe spodnie na gumce i góra z kołnierzykiem zapinana na guziki.
I oto jest. Piżama dla Dziewczynki.
Najpierw powstała góra.
A potem dół.
Niestety do tej pory nie udało mi się zrobić zdjęcia w komplecie założonym Dziewczynce, więc tylko tak.
Od razu w głowie pomysł na jej zastosowanie. Wspomnienie z dzieciństwa, gdy w domu chłód zimowych poranków ale grzeje dzięcięca flanelowa piżamka. Typowe spodnie na gumce i góra z kołnierzykiem zapinana na guziki.
I oto jest. Piżama dla Dziewczynki.
Najpierw powstała góra.
A potem dół.
30 maja 2014
Spodenki dla dzieci - dzień 3
Prezentuję pierwsze efekty szyciowe spodenek. Długie dla malusiego niemowlaka i większe, krótkie dla dwulatki.
27 maja 2014
Spodenki dla dzieci - dzień 2
Spodenki się szyją. Mamy już dwie pary. Każda inna.
Pomysły na kolejne są.
Plany wykrojów się poprawiają i ulepszają.
Zdjęcia do tutorialu się robią.
Wydaje mi się, że będzie fajnie :)
Pomysły na kolejne są.
Plany wykrojów się poprawiają i ulepszają.
Zdjęcia do tutorialu się robią.
Wydaje mi się, że będzie fajnie :)
23 maja 2014
Spodenki dla dzieci
Z potrzeb domowych zabrałam się za spodenki dziecięce. W planach mam kilka cienkich par spodenek dla noworodka, ze dwie fajne dla dziewczynki i jakieś krótkie dla przedszkolaka.
A jak będą fajne, to może i prosty tutorial wstawię. Zdjęcia się robią :)
A jak będą fajne, to może i prosty tutorial wstawię. Zdjęcia się robią :)
A na osłodę dla domowej krawcowej to:
11 stycznia 2014
Spodenki dla malucha po raz drugi
A właściwie dla maluszki. ;) Tak mi się spodobało szycie spodenek, że powstały już kolejne. O takie gwiazdkowe dla gwiazdy.
Tym razem pasek podszyty różową bawełenką. I z tej samej tkaniny zrobiłam sobie coś na kształt lamówki. Nie cięłam materiału ze skosu, tylko już na etapie baaardzo początkowym doszyłam różowy materiał do elementów nogawek. Potem tylko musiałam bardzo pilnować, żeby łączenie tkaniny gwiazdkowej z różową z jednej części nogawki równiutko przechodziło w to samo łączenie na drugiej części nogawki. Dzięki szpileczkom udało się to całkiem dobrze.
Korzystając z tego samego modelu, tylko zwiększając go o kilka rozmiarów, szyję aktualnie spodnie królewskie. Ściślej mówiąc spodnie dla małego króla na przedszkolne jasełka. Będą z czerwonej satyny. Nie lubię szyć takich śliskich materiałów, ale dla końcowego efektu i zadowolenia małego "Baltazara" dam radę i z tą nieznośną śliskością.
Ech a jak już się "uporam" ze spodenkami oraz królewskim płaszczem i żabotem do białej koszuli, to wreszcie będę mogła zabrać się za garsonkę dla siebie. Materiał - śliczna melanżowa wełenka - przyszedł pocztą i czeka już zdekatyzowany, wyprasowany i wygłaskany przeze mnie, bo milutki jest w dotyku.
Tym razem pasek podszyty różową bawełenką. I z tej samej tkaniny zrobiłam sobie coś na kształt lamówki. Nie cięłam materiału ze skosu, tylko już na etapie baaardzo początkowym doszyłam różowy materiał do elementów nogawek. Potem tylko musiałam bardzo pilnować, żeby łączenie tkaniny gwiazdkowej z różową z jednej części nogawki równiutko przechodziło w to samo łączenie na drugiej części nogawki. Dzięki szpileczkom udało się to całkiem dobrze.
Korzystając z tego samego modelu, tylko zwiększając go o kilka rozmiarów, szyję aktualnie spodnie królewskie. Ściślej mówiąc spodnie dla małego króla na przedszkolne jasełka. Będą z czerwonej satyny. Nie lubię szyć takich śliskich materiałów, ale dla końcowego efektu i zadowolenia małego "Baltazara" dam radę i z tą nieznośną śliskością.
Ech a jak już się "uporam" ze spodenkami oraz królewskim płaszczem i żabotem do białej koszuli, to wreszcie będę mogła zabrać się za garsonkę dla siebie. Materiał - śliczna melanżowa wełenka - przyszedł pocztą i czeka już zdekatyzowany, wyprasowany i wygłaskany przeze mnie, bo milutki jest w dotyku.
8 stycznia 2014
Bawełniane spodenki
Dzieci rosną i rosną. A brudzić tak szybko się nie przestają. Zwłaszcza maluchy, które dużo czasu jeszcze spędzają na zabawie na podłodze. Do fajnej zabawy potrzebują wygodnych ubrań, które nie krępują im ruchów. A jeśli do tego są kolorowe to już w ogóle ekstra.
Korzystając z aktualnie posiadanych spodenek zrobiłam wykrój i z resztek posiadanych w domku uszyłam nowe spodenki. Szerokie, bawełniane, na gumce. Mieści się pupka z pieluchą ;), swobodnie pracują w nich nóżki i są cienkie - takie właśnie jakie w domu, nawet przy ostatnich zimowo-jesiennych dniach, najlepiej się sprawdzają.

Korzystając z aktualnie posiadanych spodenek zrobiłam wykrój i z resztek posiadanych w domku uszyłam nowe spodenki. Szerokie, bawełniane, na gumce. Mieści się pupka z pieluchą ;), swobodnie pracują w nich nóżki i są cienkie - takie właśnie jakie w domu, nawet przy ostatnich zimowo-jesiennych dniach, najlepiej się sprawdzają.
I uciekająca modelka ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


